Na wydany drukiem tom Przyloty na Ziemię składało się sześć mikropowieści: «Afrodyta», «Banita», «Ekscytoza», «Przerwany lot», «Genesis» i «Misja: Europa». Ta ostatnia ukończona w lutym 2006 r. W 2009 r. autor rozpoczął pracę nad siódmym tytułem z tego cyklu. To «Syreny z Cat Island». Pod koniec 2010 r. dodał mikropowieść «Supernowa», a w styczniu 2011 r. zaczął pisać mikropowieść «Kasandra», którą dołączył w lutym 2011 r. Są to utwory o podobnej wielkości. Różnią się one znacznie tematyką i czasem akcji, jednakże ich zestawienie nie jest całkiem przypadkowe. Znajdujemy w nich podobny motyw przewodni. Wiążą się one bowiem nie tyle z okrzyczanymi wyprawami w kosmos (odlotami z Ziemi), co raczej z powrotami na planetę matkę.
M
onotonny głos Jill, uparcie powtarzającej tę samą frazę, sprawił, że otworzyłem oczy. Otaczał mnie półmrok. Próbowałem się poderwać, ale świat wokół niebezpiecznie zawirował. Bezsilnie osunąłem się na kratowany podest. Męczyły mnie mdłości. Obmacałem palcami czoło, odkrywając guz wielkości śliwki. Przede mną w słabym świetle z przełazu znaczyła się biegnąca w dół ściana utworzona ze spojonych nitami metalowych płyt. W ciemności nikły rozlokowane niżej urządzenia. Wracała mi pamięć.
— Ginger! — rozpaczliwie wybełkotałem.
Wiedziałem, co się stało. Usiłowałem złapać burawego kocura, maskotkę stacji i zabrać go na przygotowywany do startu statek kosmiczny. Zwierzak nie przeżyłby w mającej ulec zniszczeniu stacji solarnej. Zwykle przybiegał z wyciągniętym do góry ogonem, licząc na koci przysmak z mej kieszeni, tym razem jednak okazał jawne lekceważenie. Posuwałem się jego tropem niespokojny i rozdrażniony, bo do odlotu zostały nieledwie dwa kwadranse. No i doigrałem się. Wyrżnąłem głową we framugę niskiego przełazu. Straciłem równowagę i spadłem na krużganek. Zawisłem nad przepaścią.