Tytułem wprowadzenia
P
rzymierzając się do tego utworu, autor oparł się na jednej ze swoich miniaturowych zagadek kryminalnych. Kilka takich napisał i opublikował pod pseudonimem w latach dziewięćdziesiątych. Rzeczona nosiła tytuł «Śmierć pięknej tancerki». Zarysowana na pierwszych stronach akcja — zgodnie z tym punktem wyjścia — ma więc charakter kryminalny. W Paryżu ginie piękna prostytutka. Usiłujący wpaść na trop jej mordercy komisarz, Jean Delorme, nie ma zielonego pojęcia, że ta z pozoru prosta sprawa policyjna poważnie go przerośnie, bowiem natrafił na ślad ukrywającego się na Ziemi kosmity. Nie wie też, że nurt wydarzeń wciągnie go w największe sekrety NASA przełomu XX i XXI wieku.
Część pierwsza
N
a zakryte kartonami martwe ciało natknął się nad ranem szukający resztek pożywienia trzęsący się żebrak — na tyle uczciwy, czy raczej aż tak przerażony, żeby powiadomić policję. Biedak skorzystał z mieszczącej się przy głównej ulicy budki telefonicznej, drżącą ręką wybierając numer. Nocą nieco kropiło, a przed świtem dawał się we znaki dojmujący chłód. Wyciągnięty wczesną porą z łóżka komisarz ze skupieniem przyglądał się delikatnej twarzy z co nieco rozmazanym makijażem. Takie słodkie kociaki oglądało się na okładkach ilustrowanych magazynów. Przeszło mu przez myśl, że najlepiej prezentowały się na tle luksusowych wozów. Dziewczyna wyglądała na prostytutkę, biorąc pod uwagę jej skąpe jaskrawe ciuchy — ale jeśli w istocie robiła w tej branży, to z takim seksapilem była warta krocie. Mogła mieć góra dwadzieścia dwa lata. Nawet po śmierci była piękna. Obnażone bosko zgrabne nogi wywoływały niedwuznaczne skojarzenia. Dla platynowych blondynek w jej typie nadziani faceci w podeszłym wieku szybko tracili głowy i ciągnęli do nich jak głupie ćmy do płomienia świecy. Szli jak w dym.
— Wszystko kręci się po staremu — mruknął pod nosem, spoglądając na zegarek. — Co za świat? Ohyda. Hej, masz ochotę na kolację ze śniadaniem? Czemu nie? Jeśli jesteś przy szmalu... — A przecież mogłaby taka mieć męża i dzieci.
Z niezwykłym okrucieństwem podcięto jej gardło ostrym narzędziem, ani chybi brzytwą. Tę zakrwawioną znaleźli wkrótce chłopcy z ekipy w sąsiednim wąskim przetoku między ścianami kamienic w metalowym pojemniku na śmiecie. Sprawca z pewnością usunął ślady linii papilarnych, chyba, że nie miał poukładane w głowie.
Ponętna młódka trudniła się w ulokowanym przy głównej ulicy klubie nocnym z mało rzucającym się w oczy wejściem — i to udało się od ręki ustalić. Zeznał tak jeden z gapiów, którzy mimo wczesnej pory powolutku się gromadzili, przyciągnięci widokiem niuchających gliniarzy. Ten akurat był dość dobrze zorientowany, bo pracował w ochronie pobliskiego supermarketu. Pamiętał wszystkich stałych klientów, a sprzątnięta laska zaglądała tam prawie codziennie.